nie ma w życiu przypadków 2012-04-09 22:48:07

Bo czasem z człowieka
na zewnątrz chce wyjść dusza
rwie się ku słońcu
kotłuje, przydusza

lecz jeśli nie wyjdzie
i gdzieś w środku zginie
zamilknie na zawsze
umrze i zgnije


Tegoroczne Święta nie odmieniają się przez przypadki. Odmieniają się, kierowane różnymi zdarzeniami, których nie potrafię nazwać przypadkowymi.
Nie potafię odnaleźć słów, by opisać co co i w jaki sposób drgnęło. Spotkałam osobę, która szła tą samą drogą co ja kiedyś. Dla każdego z nas skończyła się ona inaczej. Już nie ma odwrotu.

A z poezją jest jak z katarem.
Smarkasz nią dookoła, masz wrażenie że to przynosi ulgę ciału.
Ale tylko na moment.
Nieleczony katar trwa tydzień, leczony 7 dni.
Każdy z nas odnalazł własne lekarstwo.
Ale są też efekty uboczne.

skomentuj (0)

Pisanie o pisaniu 2011-11-14 22:57:13

"... jesteś tak dobra w pisaniu poetyckich tekstów, więc może pomyśl jeszcze aby w tej dziedzinie się rozwinąć"

Moja Siostra Bliźniaczka K.

To była odpowiedź na smsa, którego bałam się wysłać, w którym opowiedziałam prawie wszystko co mi na sercu leży i czemu miałam żal. Trochę mnie to wzruszyło. Wpisałam na bloga, żeby nie zapomnieć.

Chciałabym Coś stworzyć.
Narazie tworzę tylko w snach, kiedy śnię niezywkłe historie, które chciałabym przelać "na papier" lub tym bardziej z siebie je wylać.
Narazie się boję, bo pisanie przypomina mi najciemniejsze dni mojego życia, kiedy tylko w ten sposób potrafiłam wyrazić swój ból.     Były to dni, które zamknęłam na samym dnie szafie w czarnym pudle i oznaczyłam stosowną etykietą (trucizna).
Czasem czuję, że może tym razem się uda. Biorę wygodny długopis, siadam (lbardziej ub mniej wygodnie) i patrzę w kartkę. I różne myśli wtedy przychodzą do głowy. Pudło delikatnie się otwiera i różne demony wylatują i krążą niczym sępy. A wtedy ze strachu trzaskam wiekiem pudła i odchodzę...
Kiedyś przyjdzie dzień, że nabiorę odwagi. Stanę nad pudłem i będę czerpać z niego garściami. Być może ze strachem i z duszą na ramieniu, ale wtedy znajdę w tym lepszy sens.

Kiedyś wystraczyło mieć długopis i kartkę. W złych dniach nie trzeba było się starać. W złych dniach słowa kapały niczym krew z rany.

Złe dni skończyły się, a może jestem zbyt szczęśliwa by tworzyć?
Jak pisać o nieszczęśliwej miłości, gdy miłość jest szczęśliwa?
Jak pisać o zdradzie, gdy się ufa?
Jak pisać o samotności, gdy zawsze blisko jest On?

Kochać to nie znaczy zawsze to samo...

Słowo do słowa...
A to wieszczy kłopoty

skomentuj (0)

Once upon a time 2011-07-30 20:07:54

To była cudowna noc.
Korek od białego wina zdawał się nie przeczuwać nadciągającego wielkim szturmem przełomu. Jak codzień siedział ciasno upakowany w butelce i czekał. Czekał na Niewiadomo Co. Z świadomością Niewiadomo Czego przychodzi na świat każdy korek od wina. Nikt nie miał sumienia mu powiedzieć, że zostanie wykorkowany. Niewiadomo Co stało się realne wraz z chwilą, gdy został włożony do torebki. Chwila zgrozy przepełniła jego ciało, gdy ciepłe ręce objęły go i dźgnęły czymś w głowę.
Nadszedł czas spełnienia.

Nasze Niewiadomo Co także przyszło tej samej nocy (w przeciwieństwie do korka tępy ból głowy pojawił się dopiero drugiego dnia). Nie jest owiane legendą, mitycznymi przekazami, bezpłciowymi rymami zasmarkanych poetów wdychających nie wiadomo do czego. To jest realne, zaraźliwe, zmieniające psychikę.
Objawia się dziwnymi uśmiechami do samych siebie, myślami tak głębokimi, że nie raz już się w nich utonęło. Uczucie pustki, gorączka, wizje senne, mania prześladowcza i stany lękowe.

Bynajmniej to zupełnie przyjemne :)

Niewiadomo Co przychodziło do nas już wcześniej. Stawiało delikatne kroki, niczym cień już w gimnazjum.
Przychodziło i odchodziło niespodziewanie z kroplami deszczu i spadajacymi gwiazdami...

Zauważyłam ze nasze Niewiadomo Co ma szczególne upodobanie w winie.

Niewiadomo Co z biegiem czasu, po upałach i burzach okazało się być czymś zgoła Niespodziewanym i Nie-Na-Miejscu. Nie wierzyliśmy w cuda i w szczęście. Na nic broń biologiczna, pranie mózgu i chodzenie na randki z innymi, wszystko to przegrało i okazało się być czymś groteskowym przy potędze Niewiadomo Czego.
Cały swój majejstat okazało pewnej nocy, gdy po wielu dość humorystycznych przejściach spacerowaliśmy w deszczu w przemokniętych butach(jemu przemoknęły obydwa, mi tylko jeden).


Słowa napisane po 15 dniach naszego związku (dodane po lekkim przecinkowym retuszu).
Od tego czasu minęło 4,5 roku, a ja zmieniłabym w nich tylko Nie-Na-Miejscu na Ukochane/Cudowne/Idealne.

skomentuj (1)

hmm 2011-06-18 22:58:07

Szitoza w pełni.

Nie mam sił się uczyć i nawet widmo poprawki we wrześniu w żaden sposób mnie nie rusza.
Marzę o książce, kawie i czymś słodkim... wszystko w dużych ilościach.

Jeszcze tylko kilka dni i odetchnę. Tak bardzo odetchnę, że znów nie będzie czasu na odpoczynek.

skomentuj (0)

hmm 2011-05-16 23:34:47

Bardzo orginalny tytuł.

Miałam wenę
To o wiele bardziej oryginalne w osatnich czasach od tytułu tej notki.

Miejsce kiedy pomysł trafił w moją głowę (teoria Pratchetta) zupełnie przeciętne- wanna. Ludziom powinno się zabraniać myśleć w łazience. Szczególnie siedząc na kibelku czy myjąc się pod prysznicem. Ale tak to już jest.

Zastanawiam się, dlaczego kiedy można osiągnąć wszystko, kiedy stoi się na rozdrożu i wybiera się drogę, szlag w człowieka trafia i zamiast iść wygodną, prostą drogą to łazi po kamieniach. Czy ja jestem kozica górska? Co najwyżej kózka, gdy podgryzam sznurek od bluzy, ale to już inna bajka.

Ogólnie miłość wszędzie. Jawna i ukryta. Romantyczna i stękająca. Zwyczajna i niezwyczajna.
Gdzie się nie obrócić, tam miłość. Własna, cudza, kradziona, współwinna i niewinna.
W tym sens.

Kaczuszka wybrała się na studia- misiologię, by nauczyć się jak kochać i rozpieszczać swojego misia.
W tym sens.




Czy można tęsknić do siebie?

skomentuj (2)

bajka o koślawej nieśmiertelności 2010-04-19 23:51:31

Kiedy człowiek nie ma zajęcia, do głowy zaczynają przychodzić dziwne myśli. Chaotycznie, niespokojnie, jak przed snem, który już pochyla się nad nami, ale nie chce przyjść. Gdyby się zatrzymać nad nimi chociaż przez chwilę wydają się one kompletnie bez sensu i czasie zadziwiające w swojej poskręcanej prostocie.

Nie tak dawno temu pewna blisko dwudziestodwuletnia dziewczyna (ale chyba wyglądająca trochę młodziej, bo jeszcze ją o dowód pytają ;) ) siedziała sobie w prosektorium. Trochę jej się nudziło, bo na stole leżała tylko noga i ręka, które już wcześniej oglądała. Siedziała i czekała, bo chciała rzucić okiem na oko i ucho, których na sali ni widu, ni słychu.
Pani doktor weszła na salę ze srebrną miską (bohaterka bajki studiuje również chemię i wie, że nie wszystko srebro, co się na srebrno świeci), taką do złudzenia przypominającą  miskę, w której na święta zawozi się sałatkę dla babci. Lecz miska była pusta.
Pani doktor podeszła do wiadra, które stało pod zlewem  i wyciągnęła z niego jak nijak nic innego,  jak tylko ludzką głowę. Po czym jeszcze ociekającą formaliną włożyła do miski i przyniosła pokazać studentom.
W tym momencie dziewczyna pomyślała sobie, że słowa „non omnis moriar” przyjmują zupełnie inne znaczenie, niż te które umieściła w swojej pracy maturalnej.


Nie wiem czy chcę żyć wiecznie…

skomentuj (1)

bajka o nasionku 2010-04-12 19:26:57

Wszystko zapowiadało zmiany.
Małe nasionko obudzone pierwszymi promieniami wiosennego słońca zdawało się być zdecydowane na Wielkie Wyjście z siebie, by rozwinąć swe zielone skrzydła dla świata. Codziennie zdawało się delikatnie puchnąć i przybierać na wadze. Chwilami niecierpliwie wierciło się w ziemi. Dzień za dniem buntowało się coraz bardziej. Miało nadzieję, że jego delikatne ruchy i siła tęsknoty do świata sprawią, że pęknie otaczająca go twarda skorupa. Tęskniło za słońcem.

Tak bardzo było zmęczone kombinowaniem, martwieniem się i zastanawianiem, że zasnęło.Śpiące nie zauważyło wiosennego deszczu, który zmiękczył ziemię na tyle, że nasionko było by w stanie wytknąć swoją ciekawską główkę na świat.
Moje nasionko znów śpi.

Staram się je podlewać, mówić do niego delikatnie, by otwarło oczy i zapragnęło znów żyć własnym życiem. Czasami mam ochotę na nie krzyknąć i bić patelnią po głowie, ale nie słyszy mojej desperacji.  Więc delikatnie rozgarniam ziemię, by gdy znów wstanie, mogło rozkwitnąć.


Tęsknię za Tobą, obudź się już i nigdy mnie nie opuszczaj.

skomentuj (1)